O nas » Nasz Duszpasterz
Wywiad z… Księdzem Tomaszem Radkiewiczem – duszpasterzem akademickim w Stanisławówce
Proszę o kilka zdań o sobie: dzieciństwo, lata szkolne, zainteresowania, życiowe plany.
Urodziłem się 26 maja 1979 roku w Warszawie, wychowałem w Białej Podlaskiej. Moje dzieciństwo było ciekawe, spędzane z rodziną: mamą – księgową i tatą – nauczycielem. Niczego mi nie brakowało, mimo to po skończeniu szkoły podstawowej zacząłem „szukać siebie”: chodziłem na koncerty rockowe, jeździłem na Woodstock, utożsamiałem się z subkulturą muzyków reggae. Przeżywałem też przysłowiowy bunt młodzieńczy. Aż do czasu, kiedy poznałem pewną siostrę, uczyła mnie religii. To właśnie ona potrafiła zbliżyć mnie i moich znajomych do Kościoła. Zacząłem powoli respektować zasady religijne. Pod koniec liceum chciałem już wszystkim powiedzieć, że można żyć inaczej, lepiej.
I wtedy pewnie zrodziła się myśl o posłudze kapłańskiej…
Kiedy jeździłem na Woodstock, zafascynowali mnie księża w glanach – salezjanie. Nie miałem większego dylematu z podjęciem decyzji o wstąpieniu do seminarium, od początku była ona bardzo konkretna. Z czasów seminaryjnych pamiętam szczególnie spotkania z młodymi ludźmi. Podczas tzw. asystencji zdecydowałem, co dokładnie chciałbym robić, by nie zmarnować czasu. Przez dwa lata uczyłem się cierpliwości, pracując z dziećmi w przedszkolu. Spotykałem się też z młodymi, którzy przychodzili do łódzkiego oratorium, z nimi stworzyłem istniejący do dziś zespół muzyczny Bosco Band.
Zatem na nudę i brak zajęć nie mógł Ksiądz narzekać…
Tak, zwłaszcza podczas drugiej połowy studiów seminaryjnych, kiedy odbywałem praktyki w poprawczaku w Ignacewie, oraz w Łodzi: w ośrodku wychowawczym dla nieletnich i ośrodku MONAR. Doświadczenia tam zdobyte odcisnęły na mnie swoiste piętno – przebywanie z ludźmi zranionymi, a także takimi, którzy zranili innych. Ostatnim miejscem tego rodzaju, jakie odwiedzałem był poprawczak dla dziewcząt – tu dało się poznać wrażliwość i delikatność charakterystyczną dla kobiecej tożsamości.
Od 2007 roku jest Ksiądz z nami w Płocku. Jak wspomina Ksiądz pierwsze wrażenia związane z faktem, iż będzie Ksiądz posługiwał właśnie w Płocku?
Już od pierwszego razu, kiedy miałem okazję roznosić mieszkańcom opłatki przed Bożym Narodzeniem, Płock kojarzył mi się z marazmem, brakiem alternatywy dla młodych ludzi. Gdy mój przełożony oznajmiał mi, iż będę duszpasterzem akademickim w Płocku, czułem trochę niepewności jako młody ksiądz przed poważnym zadaniem. Także kiedy już byłem na Stanisławówce, nie miałem początkowo pomysłu na prowadzenie akademickiej „Petroklezji”. Musiałem zasięgnąć języka, poznać ludzi… Chciałem, by młodzi spotykający się na Stanisławówce czuli się jak u siebie w domu.
Wymagało to nakładu pracy i starań. Pomieszczenia, jakie „odziedziczyłem” na cel zagospodarowania dla „Petroklezji” trzeba było gruntownie odnowić. Obecnie mamy na użytek „Petroklezji” sporą salę oraz kawiarenkę. Można codziennie przyjść, spotkać się z innymi, porozmawiać. Tworzymy grupy: Chór BoscoBand, Wspólnotę katolickiej Odnowy charyzmatycznej - Jezus Żyje, grupę teatralną BoscoDrama. Co środę o 19.00 spotykamy się na mszy młodych, a w każdą niedzielę - na mszy „20-stce”.
Ma Ksiądz charakter entuzjasty, energicznej osoby. To chyba przyciąga młodych ludzi do Księdza…
Trudno mi to ocenić, na pewno uważam siebie za pasjonata i swoimi pasjami próbuję dzielić się z innymi. Każdego człowieka, zwłaszcza młodego staram się traktować indywidualnie, może to wzbudza w innych do mnie zaufanie.
.jpg)
Skoro jesteśmy już przy pasjach, to zapewne jedną z nich jest dla Księdza osoba świętego Jana Bosko.
To postać, która od zawsze mnie inspirowała. Jan Bosko wiedział, czego chce, był klarowny w swoich czynach, autentyczny. Pociąga mnie też jego inteligencja i kreatywność w działaniu.
Przesłanie dla ludzi związanych z ideą Księdza Bosko brzmi następująco: „Wychowujemy z sercem Księdza Bosko w trosce o pełny rozwój młodzieży, zawłaszcza najuboższej i potrzebującej, promując jej prawa”. Co dziś oznacza wychowanie z sercem Księdza Bosko?
To przede wszystkim dostrzeżenie młodego człowieka i jego potrzeb. Należałoby przy tym przypomnieć sobie pojęcie altruizmu. Od lat sam się staram to czynić poprzez życie według wezwania: „Spraw Panie, aby z tych, których mi dałeś, nikt nie zginął”.







